Refleksje
Patrzę na to wszystko i czuję przede wszystkim ogromny chaos.
Nie strach. Nie ślepą wiarę. Chaos informacyjny, który zalewa ludzi każdego dnia jak fala, pod którą coraz trudniej oddychać.
Z jednej strony widzimy realne pożary, suszę, lasy suche jak papier, wiatr, wysokie temperatury i ludzi, którzy naprawdę tracą domy.
Z drugiej strony internet pełen narracji, teorii, krzyczących nagłówków, emocjonalnych filmów i ludzi przekonanych, że wiedzą już wszystko.
I gdzieś pośrodku jest zwykły człowiek, który próbuje zachować zdrowy rozsądek i spokój.
Nie mam telewizora od 20 lat i nie żałuję ani jednego dnia.
Ale brak telewizji nie oznacza dziś braku przekazu. Informacja jest wszędzie.
Atakuje z każdej strony. Jedni straszą wojną. Drudzy wyśmiewają zagrożenia. Jedni budują narrację katastrofy. Drudzy narrację spisku. I coraz częściej mam wrażenie, że nie chodzi już o prawdę. Tylko o to, kto głośniej krzyczy i kto skuteczniej przejmie ludzkie emocje.
To mnie smuci najbardziej. Bo zaczęliśmy żyć w świecie, gdzie człowiek nie rozmawia tylko walczy o rację. Nie słucha tylko czeka, aż będzie mógł zaatakować.
Nie szuka prawdy tylko potwierdzenia własnego lęku albo własnej wizji świata.
A przecież rzeczywistość rzadko jest czarno-biała. Ale jednocześnie widzę też, jak ludzie są dziś nieustannie podsycani emocjonalnie. Strach sprzedaje się najlepiej. Gniew angażuje najlepiej. Podziały klikają się najlepiej. I dlatego tak wielu próbuje dziś sterować ludzką uwagą przez emocje. Nie chcę żyć w permanentnym lęku. Nie chcę też ślepo wierzyć w każdą historię, która pojawi się w internecie tylko dlatego, że jest „alternatywna”.
Dla mnie wolność myślenia polega właśnie na tym, żeby nie oddawać swojego umysłu ani telewizji, ani influencerom, ani politykom, ani samozwańczym prorokom internetu.
Coraz bardziej czuję, że największą formą buntu staje się dziś zachowanie wewnętrznego spokoju i zdolności samodzielnego myślenia. Ufam swojej intuicji, bo przez lata mnie nie zawiodła. Ale intuicja to nie panika. Intuicja to ciche czucie, a nie histeria tłumu.
Nie chcę dokładać cegły do świata pełnego agresji. Bo niezależnie od tego, po której stronie ktoś stoi, widzę dziś jedno ogrom natrętności, presji i emocjonalnego przymusu.
Jakby każdy próbował zmusić innych do swojego sposobu widzenia świata.
Potrzebujemy więcej uważności, odpowiedzialności i człowieczeństwa.
Może potrzebujemy mniej krzyku, a więcej ciszy, w której można naprawdę pomyśleć?
Nie wiem wszystkiego. I mam odwagę to powiedzieć. Ale wiem jedno nie pozwolę, żeby karmiono mnie wyłącznie lękiem. Nie pozwolę odebrać sobie zdolności czucia, obserwowania i myślenia.
I nie chcę świata, w którym człowiek staje się wrogiem tylko dlatego, że zadaje pytania albo ma inne spojrzenie.
Dziś bardziej niż kiedykolwiek wybieram spokój, uważność i odpowiedzialność zamiast paniki i dla mnie najważniejsze staje się usłyszeć własny wewnętrzny głos.
Niech spadnie deszcz.
Prawdziwy, żywy, oczyszczający deszcz, który ugasi wszystkie pożary w ludzkich głowach, sercach i duszach ten lęk, gniew, chaos i nieustanną walkę, która wypala dziś człowieka bardziej niż ogień.
Agnieszka Czinar