Żyjemy w czasach, w których z naturalnych procesów naszego organizmu robi się przypadłości. Jesienna chandra to nic innego, jak odpowiedź naszego organizmu na to, do czego go zmuszamy.
A do czego zmuszamy?
Do tego byśmy pracowali non stop na pełnych obrotach, a jesień i zima to nie czas na pełne obroty, tylko spowolnienie i regenerację.
Rozumiemy, że tak żyją zwierzęta.
Rozumiemy, że tak działa natura.
Ale nie rozumiemy, że my też tak działamy.
W naszym mózgu jest taki malutki gruczoł o nazwie szyszynka, jest on odpowiedzialny za regulowanie naszego cyklu dobowego przy pomocy np. kontroli melatoniny.
Melatonina jest hormonem, który stoi na straży rytmu dobowego głównie snu i czuwania im jej więcej w naszym organizmie, tym bardziej jesteśmy senni.
Wszystko ułoży się Wam w całość, jeśli dopiszę, że szyszynka zaczyna uwalnianie melatoniny, kiedy robi się ciemno.
To właśnie dlatego w okresie jesienno – zimowym, kiedy dni są krótsze i szybciej robi się ciemno jesteśmy senni, powolniejsi i mniej produktywni to naturalny proces.
Nawet nasz metabolizm nam mówi zwalniam…
A my? A my wmawiamy sobie, że jest z nami coś nie tak, że przecież tyle do zrobienia, że my MUSIMY.
Otóż nie musimy, a nawet fizycznie nie możemy ciągle żyć na 100% swoich możliwości, chyba że nie planujemy zostać tu na dłużej – wtedy, idąc za bardzo dziwnym przysłowiem „wyśpimy się po śmierci” – ale ja nie polecam takiego scenariusza.
Żyj, regeneruj się, zwalniaj i słuchaj mądrości natury i swojego ciała.
Zwalniamy ...