Jak to jest, że kiedy zaczynasz iść do przodu, kiedy z miesiąca na miesiąc zaczynasz widzieć efekty swojej ciężkiej pracy, pojawiają się głosy.
Ciche szepty za Twoimi plecami i złośliwe spojrzenia ludzi, którzy nie mają pojęcia, ile Cię to kosztowało, ale z jakiegoś powodu czują się upoważnieni, by oceniać, umniejszać, sądzić i obgadywać.
Niektórzy z nich usłyszeli ode mnie prawdę, której nie chcieli przyjąć i zamiast się zatrzymać i spojrzeć w lustro, zaczęli nastawiać innych przeciwko mnie.
Bo łatwiej niszczyć cudzy spokój, niż zbudować swój.
Ale ja wiem jedno: to nie "udało mi się".
To nie był przypadek, fart czy szczęśliwy zbieg okoliczności. To były lata pracy.
Dni, których nikt nie widział, poranki bez energii, noce bez snu.
To było codzienne stawanie do walki o lepszą wersję siebie i przekraczanie swoich granic.
To były łzy, błędy, zawiedzione nadzieje, upadki i wstawanie.
Zawsze wstawanie!
Kilka chwil wytchnienia, które mają wystarczyć na cały rok gonitwy.
To właśnie ta dyscyplina i wytrwałość zaprowadziły mnie tu, gdzie jestem i nie zamierzam się zatrzymać.
Ludzie będą próbować podciąć Ci skrzydła. Szukać skazy. Nazywać Cię zarozumiałą, bo twoja pewność siebie obnaża ich własne kompleksy.
To nie ma nic wspólnego z Tobą, to ich sposób na przetrwanie w cieniu Twojego światła.
I wiesz co? Tym ludziom nigdy nie zaimponujesz, a najważniejsze, że nie musisz!
To nie dla nich to wszystko. To dla tych, którzy ogrom wiedzy potrafią docenić — a nie traktować jako wywyższanie się.
Dla tych, którzy widzą w stawianiu granic siłę i szacunek, a nie nieuprzejmość.
Dla tych, którzy wiedzą, że wiara w siebie to nie wybujałe ego — tylko efekt wewnętrznej pracy, której nie widać na pierwszy rzut oka.
Dlatego musisz być dobra dla siebie. Musisz się chronić i nie wolno Ci pozwolić, by cudza zazdrość odebrała Ci wiarę w to, co zbudowałaś.
Twoja wartość nie spada tylko dlatego, że ktoś nie potrafi jej dostrzec. Idź dalej i nie oglądaj się, bo to Twoje życie i Twoja historia.