W końcu wszystko mija. Problemy, o które walczyliśmy do łez.
Pieniądze, za którymi biegliśmy, jakby od nich zależało nasze istnienie.
Rachunki, kredyty, napięcia — całe to życie w biegu, pełne spraw „na już”, „na teraz”, „bo trzeba”.
A potem… cisza.
Zostaje pokój, w którym zgasło światło.
Zegarek, który dalej tyka, choć dla nas czas już się zatrzymał.
I ci, którzy zostali tutaj z rozdartym sercem, z niedokończoną rozmową, z bólem, którego nie da się opisać słowami.
I może właśnie wtedy, gdy już nas nie ma, słychać najgłośniej: krzyk żalu, żal za tym, co się nie zdarzyło, za chwilami, które przeoczyliśmy, patrząc w ekran albo licząc coś, co nigdy nie miało większego znaczenia.
Przemijamy.
Wszyscy.
Od zawsze ...